Tajlandia 2003

 

Tajlandia to prawdopodobnie najbardziej przyjazny turystom kraj świata. Podróżowanie jest tam proste i tanie. Baza noclegowa świetna, jedzenie pyszne, ludzie mili. Jechanie do Tajlandii z biurem podróży wydaje się być straconym czasem. Taki kraj najlepiej poznaje się w niezależnej podróży.

Ponieważ Tajlandia to ogromny kraj, a ja dostałam tylko 3 tygodnie urlopu, musiałam ostrożnie zaplanować wakacje. Postanowiłam wybrać się do Bangkoku, Ayutthaya, Damnoen Saduak Floating Market, Kanchanaburi, Ko Samui, Krabi oraz Ko Phi Phi. 

Bangkok

Podróż z Butterworth (w Malezji) do Bangkoku zajęła mi pociągiem 20 godzin. To strasznie długo, ale ponieważ część podróży przebiegała nocą, a w pociągu były kuszetki, droga okazała się całkiem do zniesienia. Po dotarciu do Bangkoku od razu udałam się na słynną Ko San Road, mekkę  wszystkich turystów niskobudżetowych. Tam nocleg można znaleźć już za 100 batów. 

Bangkok ma wiele atrakcji, jednak przebywanie w nim przez dłuższy czas może być męczące. Wszędzie straszny ruch, ogromne korki, a powietrze tak zanieczyszczone, że w zasadzie czuć, że oddycha się głównie spalinami. Jednak mimo to Bangkok odwiedzić trzeba. 

Do głównych atrakcji Bangkoku należy Grand Palace i znajdująca się tam świątynia Wat Phra Kaew ze słynnym Szmaragdowym Buddą. Świątynia jest przepiękna, pełna przepychu, złota, a jednak nie kiczowata. Sąsiadujący z nią kompleks mieszkalny, dawna siedziba rodziny królewskiej, to kolejny przykład wspaniałej tajskiej architektury. Tren Grand Palace nie jest bardzo duży, ale ilość znajdujących się tam atrakcji sprawia, że można tam spędzić kilka ładnych godzin.

Zaraz obok Grand Palace położona jest bardzo znana świątynia Wat Pho z posągiem leżącego Buddy długim na 46 metrów i wysokim na 15 metrów. W innych budynkach na terenie świątyni jest jeszcze kilka ciekawych wizerunków Buddy.

Niedaleko Wat Pho znajduje się przystań promowa, skąd można przeprawić się na drugą stronę rzeki. Tam znajduje się piękną Wat Arun, Świątynia Świtu. Dominuje tu 82 metrowa wieża w stylu Khmerskim.

Wieczorem można wybrać się na spacer po Bangkoku i zachwycać się widokiem Grand Palace by night lub wstąpić na jeden z wielu nocnych targów. 

Oczywiście Bangkok ma sporo innych atrakcji, ale ja nie miałam wiele czasu. Kolejnym etapem była Ayuthaya. 

Ayuthaya

Ayuthaya leży 86 km na północ od Bangkoku. Można się tam łatwo dostać z dworca głównego w stolicy. Podróż kosztuje 15 batów, czyli mniej niż 2 zł i trwa 1 godzinę i 45 minut.

Ayuthaya w latach 1350-1767 była stolicą Tajlandii. Wcześniej teren ten leżał we władaniu Khmerów. Obecnie Ayuthaya wpisana jest na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

To miejsce niezwykłe, przepiękne. Po dotarciu do miasta warto rozejrzeć się za tuk-tukiem wraz z kierowcą, który oferuje także usługi quasi-przewodnika. To koszt rzędu 200 bat za osobę, ale także wielka wygoda. Zabytki są tu dosyć porozrzucane, a upał sprawia, że szybko zaczyna brakować sił na zwiedzanie. 


Damnoen Sanduk

Pływający targ Damnoen Sanduk to jedna z największych atrakcji turystycznych Tajlandii. Miejsce to znajduje się 104 km na południowy-zachód od Bangkoku. Można tam dotrzeć wykupując jednodniową wycieczkę z Bangkoku, lub samodzielnie, autobusem międzymiastowym. Najlepiej wybrać się tam bardzo wcześnie rano, tak żeby dotrzeć przed 8.00. Na miejscu najlepiej wsiąść na łódkę (oczywiście nie za darmo), która przewiezie nas kanałami, na których organizowany jest targ. Opcja tańsza to spacer brzegami kanałów. Przekupki sprzedają tam głównie owoce i warzywa, ale coraz więcej jest też straganów z souvenirami. Niestety, z powodu dużej popularności wśród turystów targ stracił już nieco ze swego klimatu. Jednak mimo wszystko to miejsce niezwykłe.


Kanchanaburi

Kanchanaburi leży 103 km na zachód od Bangkoku. To piękne miejsce, gdzie wspaniale można odpocząć od zgiełku stolicy. Kanchanaburi słynne jest głównie z rzeki Kwai i mostu na niej zbudowanym podczas II wojny światowej (o nim traktuje film "Most na Rzece Kwai"). Jednak Kanchanaburi to także, a może przede wszystkim, wspaniała dżungla.

Centrum miasta Kanchanaburi nie ma wiele do zaoferowani więc najlepiej od razu ulokować się przy rzece, na ulicy Thanon Mae Nam Khwae, gdzie znajduje się wiele pensjonatów oferujących schronienie za bardzo niską cenę (np. pokoik 2-osobowy za 150 bat). 

Most na rzece Kwai okazuje się być bardzo zwyczajnym. Jego historia jest jednak bardzo interesująca. Pierwsza wersja mostu była drewniana, a jego budowę ukończono w 1843 roku. Most został zbombardowany, i zaraz potem rozpoczęto tworzenie stalowej konstrukcji, która stoi do dziś. Było on fragmentem trasy kolejowej prowadzącej aż do Birmy, która miała być narzędziem Japończyków w podboju Birmy i innych azjatyckich państw. Trasa kolejowa budowana była przez jeńców wojennych, głownie żołnierzy australijskich i brytyjskich. Podczas trwania prac życie straciło około 16000 osób. Wspaniałym hołdem na ich cześć jest muzeum Hellfire Pass Memorial, zbudowane niedaleko Kanchanaburi.  

Kanchanaburi to także piękna dżungla. Warto wybrać się na jeden z organizowanych tu trekkingów. Standardowo program przewiduje przejażdżkę na słoniu, spływ tratwą po rzece Kwai, pieszy trekking po dżungli, a także wizytę w Hellfire Pass Memorial oraz przejażdżkę pociągiem przez most na rzece Kwai.  


Ko Samui

Ko Samui leży na wschodnim wybrzeży Tajlandii i jest trzecią co do wielkości wyspą w kraju. Wyspa jest niezmiernie popularna wśród turystów, i to chyba sprawiło, że nieszczególnie przypadła mi do gustu. 

Wyspa jest na tyle duża, że poruszanie się po niej jest w zasadzie możliwe tylko jakimś pojazdem mechanicznym. Popularne są tu motocykle-taksówki oraz minibusy. 

Plaże rozciągają się prawię wokół całej wyspy, a te najpopularniejsze to Lamai i Chaweng. W ich okolicy znajdują się dziesiątki miejsc noclegowych różnego standardu, bary, restauracje, deptaki ze sklepami. Wszystko jest dosyć drogie.  Plaże są w zasadzie dobre, ale woda niekoniecznie czysta. Ko Samui oferuje także inne atrakcje, jak jazdy na słoniu itp. To świetne miejsce dla rodzin z dziećmi, ale nie najlepsze dla niezależnych podróżników kochających przyrodę, a nie zabawy późną nocą na plaży.


Fajną rzeczą są wycieczki snorkelingowe do Ang Thong National Marine Park. To świetna okazja do obserwacji życia pod wodą bez konieczności posiadania licencji nurka. Wycieczki są dosyć drogie, ale sądzę, że warto. Jednak kto wybiera się na zachodnie wybrzeże, do Krabi i na Phi Phi, może tę samą przyjemność nurkowania mieć za dużo mniejsze pieniądze. 


Krabi - Ao Nang Beach

Ao Nang to piękna plaża leżąca około 20 minut od miasta Krabi. Plaża jest łatwo dostępna, jednak mimo wszystko nie należy do szczególnie zatłoczonych. Z obu stron jest ona zamknięta wysokimi skałami, za którymi znajdują się kolejne plaże, dostępne tylko od strony morza.

Wieczorami życie skupia przy drodze biegnącej wzdłuż plaż. Jest tu trochę miłych restauracji oraz sklepów z pamiątkami. Jeden dzień podczas pobytu na Ao Nang warto poświęcić na snorkeling trip, czyli wycieczkę po okolicznych wyspach i plażach z możliwością obserwacji życia pod woda. Taka wycieczka kosztuje około 150 batów. Standardowo odwiedza się pięć różnych miejsc oferujących różnego rodzaju atrakcje. Mamy więc wystającą z morza skałę wokół której znajdują się ogromne ilości koralowców, wyspę z piaskiem białym jak śnieg, czy jaskinię. 

Wieczorem warto wybrać się na plażę podziwiać zachód słońca lub zrelaksować się podczas tradycyjnego tajskiego masażu. Jest to zabieg trochę bolesny, ale po nim czułam się jak nowo narodzona. Masaż całego ciała kosztuje 200 batów.
 


Phi Phi

Wyspy Phi Phi leżą około 40 km od Krabi. Zatrzymać można się tylko na Phi Phi Don, większej spośród wysp. Wyspa ma ciekawy kształt - to jakby dwa owalne kawałki lądu połączone w środku cienkim paskiem lądu - po jego obu stronach znajdują się plaże, ale ta południowa pełni obecnie rolę portu. Z jednej strony tego cienkiego paska lądu na drugą można przejść w 10 minut. Phi Phi Don jest wyspą górzystą. Warto dowiedzieć się jak wejść na View Point, z którego świetnie widać całą wyspę (ścieżka na punkt widokowy nie jest oznaczona, trzeba zapytać jakiegoś tubylca o drogę). 

Phi Phi jest bardzo zatłoczona, ale miła. Plaże są czyste, woda także. Szczególnie polecam Long Beach, która z racji, że trudno do niej dotrzeć, jest bardzo cicha i przyjemna, a kilkadziesiąt metrów od brzegu można z maską i rurką pooglądać piękne rzeczy pod wodą.  
Podobnie jak na Ao Nang, z Phi Phi można wybrać się na jednodniową wycieczkę z nurkowaniem. Tu życie podwodne jest chyba jeszcze lepsze niż wokół Ao Nang. Jednym z miejsc odwiedzanych w czasie takiej wycieczki jest Phi Phi Leh, mniejsza z wysp, na której kręcono sceny do słynnego filmu "The Beach" z Leonardo Di Caprio. Film puszczany jest prawie każdego wieczoru w którejś z restauracji na Phi Phi Don.


Warto wiedziec

Waluta. W Tajlandii używa się batów (BB). 10 batów to około 1 zł. Łatwo można wymienić ważniejsze waluty oraz czeki podróżne. 

Noclegi. Baza noclegowa jest w Tajlandii bardzo bogata i oferuje usługi o każdym standardzie. Ceny: w Bangkoku od 300 batów za pokój 2-osobowy,  Kanchanaburi - od 150 batów za dwójkę, Ko Samui - od 200 batów za dwójkę, Ao Nang - od 150 batów za dwójkę, Phi Phi - od 70 batów za łóżko w pokoju wieloosobowym. 

Wyżywienie. Tanie i bardzo dobre. Tradycyjna kuchnia tajska jest dosyć pikantna.

Dojazd. Do Bangkoku lata bardzo wiele linii lotniczych. Ceny różne, zazwyczaj w okolicach 600-700$. Jadą z Malezji najlepiej wybrać pociąg (trasa Butterworth - Bangkok trwa 20 godzin i kosztuje około 110 zł - kuszetka) lub polecieć Air Asia. 

Transport na miejscu. Świetnie zorganizowany i niedrogi. We wszystkich miejscach, gdzie są turyście są też firmy przewozowe. 

Wiza. Polacy potrzebują wizy. Ja swoją załatwiałam w Malezji, kosztowało mnie to 70 zł (wiza na podwójny wjazd do Tajlandii), ale ceny podobno poszły trochę w górę. 

Przewodnik. Polecam Lonely Planet "Thailand". Praktycznie każdego roku wychodzi nowa edycja, ale nawet te sprzed 2 lat są w miarę aktualne.