Hong Kong 2007
W czerwcu wybralam sie do Polski na 3-tygodniowe wakacje. Bilet lotniczy byl z przesiadka w Hong Kongu, a ze stop-over byl darmowy dlatego postanowilam skorzystac z okazji i zatrzymac sie w HK na 3 dni. Jednak nie obylo sie bez przygod i zaskoczenia....
Przygoda (niekoniecznie taka ktora by sie chcialo powtarzac) - mialam leciec z Warszawy do HK przez Zurich. W Zurichu mialam sie spotkac z moim chlopakiem, ktory wylatywal z Berlina i juz razem mielismy kontynuowac podroz do Azji. Odprawilam sie na moj lot do Zurichu, pozegnalam sie z rodzina, wpuszczono wszystkich na poklad samolotu, po czym nastapilo strasznie dlugie oczekiwanie. Najpierw powiedziano nam, ze wylecimy z 15-minutowym opoznieniem. Na przesiadke w Zurichu mialam 1.5 godziny wiec kazde opoznienie potencjalnie znaczylo ze nie uda mi sie zlapac samolotu do HK. Oczywiscie nie wylecielismy po 15 minutach tylko po 1.5h, i niestety nikt z zalogi nie byl w stanie podac jakiegos racjonalnego powodu opoznienia. Po raz kolejny okazalo sie, ze warszawskie lotnisko to jedna wielka porazka i balagan.
Na samolot do HK oczywiscie nie zdazylam. W momencie kiedy ladowalismy w Zurichu, moj chlopak startowal do HK. Probowal negocjowac z zaloga, aby na mnie poczekali ale nie dali sie przekonac. Nas, czyli mnie i 15 innych osob, ktore spoznily sie na samoloty, odwieziono do oddalonego o 80km od Zurichu hotelu (5 gwiazdek!!), gdzie dotarlismy dopiero o 3 w nocy. O 8 juz musialam byc na nogach zeby zlapac autobus na lotnisko. Z Zurichu do Paryza. Z Paryza do HK. Dotarlam na miejsce 15 godzin pozniej niz bylo to pierwotnie planowane. I wtedy wlasnie mialo miejsce zaskoczenie, o ktorym wspomnialam na poczatku...
Hotel zarezerwowalismy jeszcze przed wyjazdem. Po spedzeniu sporej ilosci czasu na necie znalazlam hotelik w centrum Kowloon, za niezla cene. Na zdjeciach wygladalo to na serio fajnie. Gdy jednak dotarlam do tego tzw. hotelu okazalo sie, ze informacje z netu nie mialy nic wspolnego z rzeczywistoscia. Wymiary pokoju wynosily mniej wiecej 2.5m x 2.5m. Na tej przestrzeni znajdowalo sie lozko, malusienki stoliczek i - uwaga - lazienka (tak, lazienke tez tam jakos upchano). Miedzy lozkiem a przeciwna sciana bylo jakies 40-50cm przejscia, ktore bylo jedynym miejsciem, gdzie mozna bylo polozyc bagaz. Czyli generalnie baaaardzo ciasno. No ale co zrobic. Wyglada na to, ze szukanie noclegu na miejscu jest bardziej efektywne (choc na pewno bardziej meczace), gdyz mozna zobaczyc co sie bierze. Jednak okazalo sie, ze lokalizacyjnie wybralismy miejsce idealne. W samym centrum Kowloon, 10 minut spacerkiem od Promenady Gwiazd i miejsca skad odplywa prom Star Ferry.
Zaskoczenie kolejne - gdzie jest jakis supermarket??? Szukalismy na serio bardzo dlugo. Chcielismy kupic sobie cos na sniadanie itp, ale supermarketu ani widu ani slychu. Niby wiadomo, ze nie ma co sie spodziewac supermarketu w centrum wielkiego miasta, no ale jakis sklep spozywczy gdzies musi byc! Przeciez tu mieszkaja ludzie i gdzies musza robic zakupy. W koncu okazalo sie, ze supermarket jest, znajduje sie w centrum handlowym przy Star Ferry, ale odnalezienie go na terenie centrum handlowego bylo wyzwaniem samym w sobie. Nigdy nie bylam w shopping centre ktore zajmowaloby tak wielka powierzchnie. OGROMNE!
Czy Hong Kong nam sie spodobal? Owszem, i to bardzo. Kowloon to prawdziwe azjatyckie miasto, wyspa Hong Kong to prawdziwy biznesowy swiat. Niestety nie udalo nam sie zobaczyc jednej z glownych atrakcji metropolii, czyli widoku miasta z Victoria Hill. Pech chcial, ze nasz pobyt w HK przypadk na srodek pory desczowej, i w zasadzie caly czas padalo.
Jesli chodzi o zakupy to Hong Kong to jest to. Mam konkretnie na mysli zakup sprzetu fotograficznego. Na wyspie HK znajduje sie kilka malych specjalistycznych sklepow, gdzie mozna znalezc na prawde niezle oferty. Wyjechalam z HK bogatsza o obiektyw szerokokatny i nowy statyw :)




